Przyjęta w 2010 r. ustawa o dostępności opieki medycznej – taka jest oficjalna nazwa Obamacare – okazała się względnym sukcesem. Zapewniła ubezpieczenie 20 mln Amerykanów, którzy wcześniej go nie mieli (np. dlatego, że nikt im go nie sprzedał z uwagi na schorzenia). Jest jednak droga i częściowo niewydolna: firmy ubezpieczeniowe skarżą się na wielomilionowe straty, drożejące polisy biją po kieszeni mieszkańców, a rosnące wydatki na subsydia i wspomniane darmowe programy pożerają federalne fundusze Donald Trump od początku zapowiadał, że po dojściu do władzy ją odkręci. Po części z uwagi na wspomniane wady. A trochę dlatego, że był to sztandarowy pomysł Obamy. Nie może odwołać go dekretem, bo przegłosowali go kongresmeni. Dlatego zabrał się za to nowy Kongres.
W poniedziałek wieczorem amerykańskiego czasu Republikanie ogłosili swoje propozycje w Izbie Reprezentantów. Przewidują one likwidację obowiązku ubezpieczenia zdrowotnego i w związku z tym grzywien za jego niewykupienie. Jednak pozostawiają niektóre elementy systemu, np. możliwość korzystania przez osoby poniżej 26. roku życia z ubezpieczenia rodziców. – Nasz plan ma obniżyć koszty, zwiększyć konkurencję i zapewnić każdemu Amerykaninowi dostęp do dobrego, przystępnego ubezpieczenia zdrowotnego. Republikańska administracja przyniesie ulgę i spokój ducha milionom obywateli cierpiących z powodu Obamacare – przekonuje Paul Ryan, spiker Izby.
„Czas zakończyć ten koszmar” – wtóruje mu na Twitterze Trump.
Trump-care zmusi miliony Amerykanów, by płacili więcej za gorszą opiekę. To upominek dla bogatych i firm ubezpieczeniowych, za który zapłacą amerykańskie rodziny – ripostuje Charles Schumer, lider Demokratów w Senacie. Wedle Trump-care osoby, którym ubezpieczenia nie zapewnia pracodawca, dalej będą mogły się ubezpieczyć, korzystając z pomocy państwa. Dotąd ubożsi i klasa średnia mogli liczyć na federalne subsydia. Teraz zastąpią je ulgi podatkowe i granty stanowe. Mają zależeć od dochodów i wieku – młodsi i zamożniejsi dostaną mniej. Firmom dalej nie będzie wolno odmówić ubezpieczenia przewlekle chorych oraz kobiet w ciąży. Jednak tym, którzy mieli przerwę w składkach, będą mogły wlepić opłaty wyższe o 30 proc.
Poza tym Republikanie zakładają, że utrzymane zostaną istniejące od dekad programy darmowej opieki zdrowotnej dla osób powyżej 26. roku życia (Medicare) i dla biednych (Medicaid). Ten drugi czekają jednak poważne zmiany.
Republikanie mają większość w obu izbach Kongresu. Nie oznacza to jednak, że reforma zostanie uchwalona szybko i łatwo, bo w tej kwestii nie są monolitem.
- Dla mnie to wszystko wciąż za bardzo przypomina Obamacare – wypalił republikański senator Rand Paul.
Czterech innych senatorów z jego partii – Rob Portman z Ohio, Cory Garnder z Colorado, Shelley Moore Capito z Zachodniej Wirginii i Lisa Murkowski z Alaski (której pradziadek pochodził z Polski, jak wskazuje nazwisko) – sprzeciwia się planom ograniczenia federalnego finansowania Medicaid od 2020 r. w stanach, które wprowadziły rozszerzoną wersję tego programu. Czyli m.in. u nich.
Sprzeciw tej czwórki zablokowałby ustawę w Senacie, bo Republikanie mają tam 52 senatorów, a potrzeba poparcia 51. Konieczny będzie kompromis, jego wykuwanie może potrwać.
Duże kontrowersje budzi też zapis o pozbawieniu finansowania organizacji non-profit Planned Parenthood. Ta od dawna jest solą w oku konserwatywnych Republikanów, bo przeprowadza mniej więcej co trzecią aborcję w USA (z ok. miliona rocznie). Dostaje od państwa ok. 500 mln dol. dotacji rocznie. I choć nie może wykorzystywać ich na zabiegi, tylko na antykoncepcję, leczenie i wykrywanie chorób wenerycznych czy nowotworów, autorzy projektu chcą jej zakręcić kurek. Nie podoba się to nie tylko Demokratom, ale także niektórym umiarkowanym Republikanom.
Rośnie poparcie dla Obama-care
Paradoksalnie, mimo anty-obamowskiej retoryki na reformie poprzedniego prezydenta najprawdopodobniej skorzystało wielu wyborców Trumpa, zwłaszcza starsze osoby z terenów wiejskich. Z analizy Kaiser Family Foundation wynika, że spośród 11,5 mln Amerykanów, którzy w zeszłym roku wykupili ubezpieczenie w ramach Obama-care, 6,3 mln żyje w okręgach głosujących na Republikanów.
Gdy wizja odkręcenia Obama-care stała się realna, poparcie dla niej zaczęło rosnąć. Do niedawna więcej Amerykanów patrzyło na nią krzywym okiem, niż ją popierało. Jednak według przeprowadzonego w połowie lutego sondażu Morning Consult Group i Politico system ma tyle samo zwolenników co przeciwników (45 proc.). Podobne badanie NBC News i „Wall Street Journal” ze stycznia dawało nawet lekką przewagę tym pierwszym. Zachowane elementy systemu są jednak znacznie popularniejsze, np. utrzymanie gwarancji ubezpieczenia dla przewlekle chorych popiera 87 proc. Amerykanów. W ostatnich tygodniach w wielu miastach organizowane są protesty w obronie Obamacare.
W porównaniu do większości rozwiniętych państw Stany Zjednoczone nie posiadają systemu powszechnej opieki medycznej. Tradycyjnie Amerykanie ubezpieczali się prywatnie i za usługi medyczne płacili z własnej kieszeni. Sytuację zmieniło nieco utworzenie państwowych Medicare i Medicaid. Gdy prezydentem w 2008 roku został Barack Obama, za jedno ze swoich najważniejszych postanowień uznał wprowadzenie powszechnego i państwowego dostępu do usług medycznych, tzw. ,,Obamacare”. W założeniu ustawa miała wyrównać różnicę między Amerykanami, zapewnić biedniejszej części społeczeństwa ubezpieczenie medyczne i zwiększyć jakość usług. Obama podpisał ustawę 23 marca 2010 roku.
Do dziś Obama-care wzbudza duże emocje zarówno wśród Demokratów, jak i Republikanów. Pierwsi uznają ustawę za sukces, a za przykład podają zmniejszoną liczbę Amerykanów nieposiadających ubezpieczenia zdrowotnego, mniejsze koszty leków na receptę, większą dostępność usług medycznych dla mniej zamożnych Amerykanów, czy poprawę sytuacji osób z chorobami przewlekłymi.
Republikanie natomiast wskazują na szereg wad sztandarowego projektu Obamy. Przede wszystkim zwracają uwagę na zwiększone koszty dla osób już wcześniej posiadających ubezpieczenie, zwiększone podatki, trudności z samym zapisaniem się do programu, a także samego przymusu, który wymusza posiadanie ubezpieczenia pod groźbą kary finansowej. Ponadto Republikanie uznają Obama-care za niepotrzebną ingerencję w prywatną sferę obywateli.
Donald Trump jeszcze w kampanii wyborczej niejednokrotnie krytykował Obama-care, nazywając ustawę ,,katastrofą” i obiecywał, że jeśli zostanie wybrany, natychmiast doprowadzi do cofnięcia ustawy.
Zgodnie z obietnicą nowego prezydenta w poniedziałek wieczorem przedstawiono w Izbie Reprezentantów plan odkręcenia reformy ubezpieczeń zdrowotnych Baracka Obamy. Nie może odwołać jej dekretem, bo przegłosowali ją kongresmeni. Dlatego zabrał się za to nowy Kongres.
Nowa reforma przewiduje likwidację obowiązku ubezpieczenia zdrowotnego i w związku z tym płacenie kar za jego niewykupienie. Republikanie zapowiadają zachowanie dwóch elementów dawnego system, a mianowicie możliwość korzystania przez osoby poniżej 26. roku życia z ubezpieczenia rodziców oraz to, że firmy nie będą mogły odmówić świadczeń osobom przewlekle chorym. Wedle Trump-care osoby, którym ubezpieczenia nie zapewnia pracodawca, dalej będą mogły się ubezpieczyć, korzystając z pomocy państwa. Dotąd ubożsi i klasa średnia mogli liczyć na federalne subsydia. Teraz zastąpią je ulgi podatkowe i granty stanowe. Mają zależeć od dochodów i wieku – młodsi i zamożniejsi dostaną mniej.
Republikanie zakładają także, że utrzymane zostaną istniejące od dekad programy darmowej opieki zdrowotnej dla osób powyżej 65. roku życia (Medicare) i dla biednych (Medicaid).