Organizacja Kooperacji w Szanghaju, czyli Shanghai Cooperation Organization (SCO), ma taki potencjał działania, który pozwala określać ją jako „wschodnie NATO. Dwoma oficjalnymi językami w SCO są chiński i rosyjski. Podobnie jak Pakt Północnoatlantycki już od lat istnieje na mniejszą skalę integracja wojskowa krajów należących do Wspólnoty Niepodległych Państw. Organizację zbiorowego bezpieczeństwa tworzą: Rosja, Białoruś, Armenia, Kazachstan i Tadżykistan. W przyszłym roku Organizacja Kooperacji i pakt w ramach WNP planują wspólne wielkie manewry pod nazwą „Misja Pokojowa” na terenach między Wołgą a Uralem w obecności wszystkich prezydentów państw członkowskich oraz prawdopodobnie obserwatorów z Iranu, Pakistanu i Indii, ale bez udziału przedstawicieli USA i NATO.
Oficjalnie manewry te mają za zadanie usprawnić działania przeciwko „terrorystom i terrorystycznym organizacjom”, a nie przeciwko NATO i USA. Jednocześnie szefowie sztabu państw członkowskich będą opracowywać koordynację ich sił na spotkaniu w mieście Urumczi w Chinach. O tych planach poinformowano w Moskwie niedługo przed rozpoczynającym się 28 listopada spotkaniem szczytu NATO w Rydze na Łotwie, jak wiemy – byłej republice sowieckiej graniczącej z Rosją. Szczyt w Rydze może zmienić NATO w „globalną organizację bezpieczeństwa” pod wodzą USA, jak chcieliby politycy w Waszyngtonie. Można spodziewać się komunikatów dotyczących rozszerzenia ekspansji NATO na terenie Eurazji, czego naturalnie boi się Rosja, która podejrzewa, że przyjazne gesty USA w jej stronę nie są szczere. Dlatego gorące życzenia Moskwy to paraliż Paktu Północnoatlantyckiego oraz upewnienie się, że Francja i Niemcy nie będą chciały podporządkować się rozkazom Ameryki.
Czego boi się Rosja? Wspólnej granicy z członkami NATO, którzy w sumie mają obecnie większe siły konwencjonalne niż Moskwa. „Dlaczego infrastruktura NATO coraz bardziej zbliża się do granic Rosji?” – pyta minister obrony Rosji Siergiej Iwanow. Z kolei Fedor Łukianow, redaktor pisma „Global Affairs”, napisał, że obecnie politycy rosyjscy są „gotowi sięgać po broń, jak słyszą słowo NATO”.
Rosjanie podejrzewają, że USA organizują „łuk zagrożenia Rosji” za pomocą państw bałtyckich, Polski, Ukrainy, Armenii i Gruzji, która jakoby dostaje broń z państw należących do NATO. Podczas niedawnego rosyjskiego skandalu szpiegowskiego w Gruzji Kongres w Waszyngtonie wyasygnował fundusze, by wzmocnić potencjał tego państwa do poziomu zgodnego z wymogami przyjęcia do NATO.
Powiększanie Paktu Północnoatlantyckiego niepokoi Rosję i Chiny, które podejrzewają agresywne plany USA przeciwko nim w celu budowy amerykańskiego globalnego imperium. We wrześniu chiński „Ludowy Dziennik” wspomniał, że „udział i powiększanie sił wojsk NATO w Afganistanie wskazuje na włączenie pacyfikacji Afganistanu do strategii globalizacji”, i wyraził pogląd, iż w tym celu USA posługują się siłami NATO. Według tego chińskiego dziennika, na szczycie Paktu w Rydze zostanie przedstawiona amerykańska globalna strategia kooperacji wojskowej z Japonią, Australią i Nową Zelandią, jak też Brazylią, Indiami, Południową Afryką i Południową Koreą.
Minister obrony Rosji dał do zrozumienia, że twierdzenie o zagrożeniu USA lub Europy rakietami z Iranu to fałszywy pretekst, a silosy i wyrzutnie pocisków antyrakietowych są strategicznie wymierzone przeciwko Rosji i Chinom. USA mają plany umieszczania takich pocisków także w orbicie okołoziemskiej, ponieważ według niedawno zdymisjonowanego ministra obrony Donalda Rumsfelda, „Ameryce grozi atak podobny do ataku na Pearl Harbor, tym razem z przestrzeni kosmicznej”. W odpowiedzi Rosja buduje rakiety typu SS-27 (Topol-M) i Buława, które w bardzo krótkim czasie, zaledwie w 130 sekund, mogą znaleźć się poza zasięgiem pocisków antyrakietowych wystrzeliwanych na przykład z Polski lub z Czech. Rosyjskie pociski przechwytujące mają być w pogotowiu do niszczenia wyrzutni np. w Polsce i w Czechach, niedaleko granic Rosji.
Według opinii analityków, Chiny prawdopodobnie będą czuły się zmuszone równoważyć przewagę USA za pomocą broni nuklearnych umieszczonych na orbicie okołoziemskiej i indywidualnie wycelowanych w miasta amerykańskie.
Obecnie Moskwa i Pekin prowadzą wielki wyścig zbrojeń nuklearnych, w odpowiedzi na wycofanie się USA z układów rozbrojeniowych Start II, co według rosyjskiego ministra obrony Iwanowa ma „negatywny wpływ na strategiczną stabilizację, bezpieczeństwo regionalne i stosunki międzynarodowe”. Trzeba pamiętać, że Rosja jest jedynym państwem na świecie, które dysponuje środkami pozwalającymi w ciągu 30 minut kompletnie zniszczyć Stany Zjednoczone (naturalnie za cenę równie niszczącego odwetu).
Niedawno Władimir Putin powiedział, że obecnie stosunki Rosji z Chinami są najlepsze w historii z powodu układu sił na świecie i globalnego rozwoju, tak że „z konieczności musimy zachować daleko idące porozumienie i jak najlepsze stosunki na przyszłość. Mamy wspólne potrzeby polityczne jak również ekonomiczne”.
Oba kraje podejmują rywalizację ze Stanami Zjednoczonymi nie tylko na polu zbrojeniowym, ale też gospodarczym. Ważnym krokiem w celu osłabiania wartości dolara i tym samym USA jest decyzja Chin, żeby stopniowo pozbywać się rezerwy walutowej w dolarach na rzecz zakupu złota i wymiany na euro. Wzmocni to wartość euro i może zmniejszyć zależność Francji i Niemiec .Sam pomysł Tarczy i każdy jego element może okazać się blefem w politycznej grze. Wcale nie jest rzeczą pewną, że USA wogóle zbuduje wyrzutnie Tarczy w Polsce, ale Polska już ponosi pełne i brzemienne dla siebie konsekwencje swojej zgody na te wyrzutnie zagrażajce Rosji, w postaci straty eksportu do Rosji i alienacji dużej części Unii Europejskiej.
Polska jest drugiej klasy członkiem NATO, które od 10 lat ma powiązania z Rosją. Powiązania te są jak „małżeństwo z wyrachowania,” według rosyjskiego wojskowego analityka. Obecnie NATO umizga się do Indii. Dnia 28go września, 2007, minister spraw zagranicznych Indii, Parnab Mukherdżi spotkał się poufnie z sekretarzem generalnym NATO Jaap de Hoof Scheffer’em, według życzenia Waszyngtonu, który chce partnerstwa NATO-Indie.
Morskie siły NATO odbyły manewry na Oceanie Indyjskim i okrążyły Afrykę trasą około 20,000 km długości jako Stała Grupa Morska NATO, w której skład wchodzą okręty Portugalii, Holandii, Niemiec, Danii, Kanady i USA. Celem manewrów było wykazanie gotowości NATO do reagowania na kryzysy w skali światowej i nawiązania bliskich kontaktów z Indiami, oraz kontroli dróg morskich potrzebnych do przewozu paliwa, Jest to priorytetem NATO, według postanowień powziętych w Rydze w listopadzie 2006, wobec zakończenia się „miesiąca miodowego” po Zimnej Wojnie.
Następne spotkanie u szczytu NATO ma mieć miejsce w Bukareszcie, w Rumunii, w kwietniu 2008 i na wokandzie ma plany przyjmowania większej ilości członków oraz wzmocnienie globalnych sił paktu atlantyckiego. NATO jest „najlepszym narzędziem obrony bezpieczeństwa demokratycznej transatlantyckiej wspólnoty,” właśnie w chwili kiedy 15% importu paliwa do USA pochodzi z Afryki, gdzie Chiny zdobywają sobie coraz mocniejszą pozycję.
USA stworzyło nową komendę Africa Command (AFRICOM) pod generałem Williamem E. „Kip” Ward’em, który domaga się bliskiej koordynacji NATO i pomocy zwłaszcza tych państw, które mają doświadczenie kolonialne w Afryce, w zamian za „szkolenie wojskowe i bezpieczeństwo,” jako część „akcji obrony wolności,” („Operation Enduring Freedom”) na morzach świata.
Ponieważ akcja ta była poruszona w postanowieniach Rady Bezpieczeństwa dotyczących Afganistanu, Rosja zażądała wyjaśnienia oraz zażądała, żeby USA nie naruszało prawa międzynarodowego, zwłaszcza na Oceanie Indyjskim. Objekcje te zostały przegłosowane i NATO oraz USA mogą kontrolować cargo statków również blisko wybrzeży Iranu, jak wiadomo zagrożonego atakiem osi USA-Izrael.
Ocean Indyjski i tym bardziej region Azji nad Pacyfikiem, nie jest dostępny wpływom NATO bez porozumienia z Indjami. Narazie NATO twierdzi że „nie pcha się w region Azji nad Pacyfikiem,” ale Japonia, Australia, Nowa Zelandia i Korea Południowa bardzo się interesują bliską współpracą z „demokratycznym” NATO, oraz twierdzą, że wzrost członkostwa w NATO powiększa zasięg „wolności i przejrzystości,” których to zalet brak Chinom, zagrażającym konfliktem z Tajwanem. Również chodzi o zrównoważenie sił Shanghai Cooperation Organization, w której to organiazacji oficjalnymi językami są chiński i rosyjski. Przedstawiciele Japonii i Australii zawarli traktat o wspólnej obronie, podczas gdy rakiety Tarczy są już instalowane w Japonii przeciwko Chinom i Rosji. Australia pewnie przystąpi do tego systemu, który jakoby „nie zmienia równowagi sił na świecie.” Chiny jak i Rosja natomiast uważają że system Tarczy zagraża im.
USA-NATO i USA- Japonia-Australia potrzebują Indji jako ogniwa w nad Oceanem Indyjskim, bez którego region tego oceanu pozostaje dla nich słabym ogniwem w łańcuchu kontrolowanych przez USA „koalicji demokratycznych” przeciwko „piratom i handlarzom narkotykami” oraz przeciwko dominacji Chin w Azji. Indie również boją się potęgi Chin i dlatego pertraktowali przedstawiciele Indii i NATO w Nowym Jorku, przy okazji omawiania sprawy Afganistanu.
Tymczasem 14 września 2007, minister Mukherdzi podkreślił w Tajlandii że: „Partnerstwo Indii z Chinami jest podstawą regionalnego i globalnego pokoju i postępu oraz konieczne jest dla zajęcia przez kontynent azjatycki należytej mu pozycji politycznej i ekonomicznej w obecnym porządku na świecie.” Wobec tej wypowiedzi nie wiadomo czy Indie staną się ogniwem nad Oceanem Indyjskim łączącym USA-NATO z USA -Japonia-Australia.
Tak więc przetargi USA z Rosją i z Chinami mogą skończyć się tym, że pomysł Tarczy i każdy z osobna element tego systemu, może okazać się blefem w politycznej grze. Wcale nie jest rzeczą pewną, że USA wogóle zbuduje wyrzutnie Tarczy w Polsce, mimo tego że wyrzutnie Tarczy są już budowane w Japonji. Nie mniej Polska już ponosi konsekwencje ekonomiczne swej zgody na budowę na jej terenie wyrzutni rakiet USA zagrażających Rosji.