Turbokapitalizm jako forma kapitalizmu generuje ogromną efektywność, a w konsekwencji istotny postęp w wielu dziedzinach życia. Swobodny przepływ kapitału, wzrost efektywności i nowoczesne inwestycje w rejonach tradycyjnie zacofanych dają realną szansę zniwelowania olbrzymich dysproporcji między poziomem życia w krajach wysoko rozwiniętych i w zapomnianych „zakątkach” Trzeciego Świata czy w krajach postkomunistycznych. Egalitaryzm to fałszywie rozumiana równość, która prowadzi na rozdroża.
Problem jest bardzo złożony. Ludzie powinni zawdzięczać bogactwo własnej pracy, przedsiębiorczości, kwalifikacjom, umiejętnościom, talentom i wtedy to nie budzi niezadowolenia. Gdy jednak o sukcesie decydować ma przypadek, zachwianie niestabilnego rynku, decyzje podejmowane przez niekompetentnych pracowników, nieprecyzyjne przepisy, wtedy trudno o akceptację istniejącego porządku. Wolny rynek jako jedyna siła sprawcza światowego ładu w dużej mierze ma charakter ideologiczny. Jak w krajach realnego socjalizmu wydajność jest tu niemal fetyszem17. Ponadto zwycięska ideologia – podobnie jak kiedyś doktryna marksistowska
- oferuje wszystkim bez wyjątku identyczne recepty, lekceważąc lub ignorując sferę tradycyjnych wartości, różnice społeczne, cywilizacyjne, obyczajowe. Ważna jest też mentalność społeczeństwa.
Rozwiązania kapitalizmu nie są w całości utopijne. Ich źródłem jest pragmatyczne podejście do rzeczywistości. Chłodna kalkulacja i czysty utylitaryzm bywają niekiedy mniej zgubne niż faktyczny idealizm. Nie można, jak zauważył już Adam Smith, arbitralnie kierować całą gospodarką. Można jednak korygować nieobliczalne następstwa oddziaływania rynku, przeciwdziałając rozkładowi tradycyjnych więzi społecznych. W roku 1991 Jan Paweł II w encyklice Centesimus Annus poparł gospodarkę wolnorynkową najsilniej w dziejach Kościoła. Ostrzegł jednak, że działanie gospodarcze nie może odbywać się w próżni politycznej, prawnej oraz instytucjonalnej. Brak poczucia bezpieczeństwa, korupcja władz publicznych i niewłaściwe źródła wzbogacania się oraz łatwe zarobki, oparte na działaniach nielegalnych czy spekulacyjnych, są wielką przeszkodą dla porządku i rozwoju gospodarczego.
Trzeba powiedzieć, że łączna wartość transakcji zawieranych na światowych giełdach kilkanaście razy przewyższa wartość wytworzonego tego samego dnia globalnego produktu brutto. Nie można więc tu mówić o jakiejkolwiek stabilności. Pozytywne jest szybkie powstawanie nowych fortun. Dzieje się to dzięki nowym technologiom, postępowi technicznemu, ale równocześnie powoduje olbrzymie zmiany w strukturze zatrudnienia. Następuje redukcja miejsc pracy, obywatele tracą poczucie bezpieczeństwa.
Po zakończeniu zimnej wojny polityka straciła wiele na znaczeniu w stosunku do ekonomii. Demokracja wobec zaniku społeczeństwa obywatelskiego staje się swego rodzaju osłoną przed faktem, że pewne rozstrzygnięcia są w coraz większym stopniu dziełem technokratyczno- finansowych elit, które nie liczą się z polityką społeczną. Nie ponoszą one jakiejkolwiek odpowiedzialności, spadającej na polityków. Szef Bundesbanku Hans Fietmayer na forum gospodarczym w Davos powiedział: „Większość polityków nie zdaje sobie sprawy z tego, jak dalece znajdują się pod kontrolą rynków finansowych i są oczywiście przez nie sterowani”. Recepty prezesów banków centralnych (Bank Światowy, MFW, FED) są zawsze takie same. Zalecane są w szczególności:
- deprecjacja,
- ograniczenie wydatków rządowych,
- rygorystyczny budżet,
- polityka „trudnych” kredytów.
W kategoriach ekonomicznych ma to swoje oczywiste uzasadnienie. Banki z reguły dyscyplinują gospodarkę i starają się zapobiec nieprzewidzianym wstrząsom. Jednak to, co w ekonomii niby jest oczywiste, może wpływać niezwykle negatywnie i destrukcyjnie na wszystkie relacje społeczne.
Przykłady można wymieniać z przeszłości:
- Adolf Hitler doszedł do władzy na skutek bezwzględnej polityki finansowej (recesja w Niemczech), nie słuchał finansistów i osiągnął „cud gospodarczy”, za który „rachunek” wystawiła II wojna światowa;
- Roosevelt (New Deal) i jego reakcja na kryzys, sprzeciwienie się ówczesnemu sposobowi myślenia o gospodarce okazało się skutecznym „lekarstwem na recesję i stagnację”;
- „wilczy kapitalizm” i marksistowska krytyka nierówności społecznych, która z walki klas zrobiła doktrynę i zmobilizowała ogromne rzesze ludzi nieposiadających własności radykalizując ich oczekiwania.
Rewolucja informatyczna, która dokonuje się na naszych oczach, niesie też bardzo podobne, ale o wiele większe zagrożenia. Rewolucja przemysłowa potrzebowała bardzo dużo rąk do pracy, co powodowało wielkie migracje. We współczesnym świecie mamy do czynienia z ciągle rosnącą liczbą ludzi „niepotrzebnych i niechcianych”. To właśnie na początku XX w. w Rosji lisznieje ludi (zbyteczni ludzie) stali się główną siłą napędową bolszewickiego przewrotu. Poczucie beznadziejności i desperacja nie są rodzajem motywacji, która umożliwia rzetelną i obiektywną ocenę swego położenia.
Słabość ekonomii w XX w., liczne aberracje w świecie polityki doprowadziły do tego, że miliony ludzi zapłaciło straszną cenę za przetrwanie innych. Kapitalizm jest poza bronią nuklearną najpotężniejszym wynalazkiem człowieka. Przeniknął prawie do każdej części świata. Zysk i ekspansja to naturalne ambicje każdego kapitalisty. Jednakże niektóre metody, które się upowszechniły, nie są właściwe. Praktykuje się nagłe, masowe zwolnienia z pracy zamiast łagodniejszych wypowiedzeń, które mogą kosztować tylko trochę więcej (czasem tańsze) – tylko dlatego, że ceny akcji zwyżkowały, a menedżerowie mogli osiągnąć szybkie zyski. Z tych samych powodów zamykano zakłady decydujące o zatrudnieniu w całej okolicy, bez próby poprawy ich kondycji. Szybki zysk zastępuje korzyści większe, ale realizowane w późniejszym terminie, ponieważ menedżerowie wciąż szukają najbardziej atrakcyjnych korporacji, a długofalowych przedsięwzięć jest coraz mniej.
W rezultacie życie jednostek, rodzin, społeczności, a nawet całych regionów ulega rozkładowi i ruinie. Bezlitosne statystyki pokazują, że zwalniani tracą dużo więcej niż miejsca pracy. Ich długość życia maleje na skutek stresu i upokorzenia, następuje rozpad rodzin, niespłacone domy przestają być ich własnością. Niepewne miejsca pracy, nawet dobrze płatne, nie dorównują jakościowo bezpiecznej, stałej pracy z perspektywą awansu. Podtrzymują one bieżącą konsumpcję, ale nie dają perspektywy na przyszłość. Korporacje nie odważyłyby się zniszczyć środowiska naturalnego (ogromne sankcje pieniężne), ale szkodzą środowisku ludzkiemu bez żadnych konsekwencji.
Zadaniem rządów powinno być znalezienie środków i narzędzi, które sprawowałyby kontrolę nad kapitalizmem w interesie obywateli. Społeczeństwo oczekuje, by rząd je reprezentował. Najwyższym priorytetem rządu musi być znalezienie środków zaradczych przeciwko zniszczeniom spowodowanym przez kapitalizm poza dopuszczalne granice. Od końca II wojny światowej do połowy lat 70. gospodarka w Stanach Zjednoczonych i Europie rozwijała się bardzo szybko, przynosząc dostatek niewielu, a potem wszystkim20. Nie tylko w niektórych regionach Europy, ale także w Japonii dziedziczone niegdyś ubóstwo ustąpiło miejsca stale rosnącemu dobrobytowi. Koniec lat 70. przyniósł zmianę tendencji do sterowania gospodarką. Ważną rolę w demontażu amerykańskiego systemu regulacji odegrały moda i ideologia21. Ważniejszy stał się dobrze opłacany lobbing na rzecz zainteresowanych stron, które miały najwięcej zyskać na deregulacji.
W Stanach Zjednoczonych czy w innych krajach europejskich międzynarodowa konkurencja sprawiła, że poprawa jakości lub obniżka kosztów wymusiły tempo deregulacji danego przemysłu w innych krajach. Żadne państwo nie mogło powstrzymać tego procesu, nie przyłączając się do deregulacji gospodarki, chyba że byłyby w stanie płacić koszty takiej decyzji (np. Francja, Japonia). W latach 70. XX w. dzięki tym działaniom wielu ludziom za oceanem powiodło się. Wykorzystali zaoferowane im możliwości. Inni zyskali dzięki prywatyzacji, a niektórzy odnieśli łatwy sukces w tradycyjnych gałęziach przemysłu, dzięki „wysokiej fali rynków akcji” (upadek przedsiębiorstw, zakup po zaniżonych cenach – podobnie odbywało się to w Polsce, Rosji i innych krajach postkomunistycznych). Nagradzane są wybitne osiągnięcia, ale i miernota, jeśli tra# się na pobłażliwą dyrekcję. Dyrektor Green Tree Financial w 1996 r. zajął pierwsze miejsce na liście najlepiej zarabiających dyrektorów (roczna pensja 102 449 000 dol., czyli 280 682 dol. dziennie, licząc weekendy i urlopy) oraz na liście najmniej skutecznych dyrektorów w tworzeniu wartości dodanej dla udziałowców. W tym samym czasie około 60 mln mniej „zaradnych Amerykanów” pracujących w fabrykach stanęło przed groźbą bezrobocia. Wielu ludzi utraciło posady w przemyśle, w biurach i sytuacja zmusiła ich do podjęcia pracy fizycznej w handlu, usługach, ochronie, przewozach, sprzątaniu (podobnie stało się w Polsce tylko około 15 lat później i w innych krajach Europy). W ten sposób zaczęli się zsuwać w dół, zajmując wszystkie stanowiska klasy niższej. Zwiększyła się przestępczość. Związek przyczynowy między Turbokapitalizmem a przestępczością towarzyszy przyspieszonym zmianom technologicznym i strukturalnym, które wyeliminowały wiele miejsc pracy w miastach przemysłowych (w Polsce – w Łodzi po „upadku” tkalni nastąpił wzrost prostytucji, alkoholizmu, rozpad rodziny itp.).
W przeszłości w fabrykach zatrudniano niewykwalifikowanych robotników, którzy po znalezieniu pracy zaistnieli w gospodarce. Potem już sama siła inercji utrzymywała posadę i szacunek otoczenia.
W miarę przekształceń gospodarki (deregulacja, prywatyzacja, globalizacja) przy likwidacji wielu miejsc pracy nie wszyscy umieli się odnaleźć i poszukać swojej „niszy ekonomicznej” wśród oszałamiających okazji oferowanych przez Turbokapitalizm. Około 50 mln Amerykanów żyje w coraz większym dostatku. Turbokapitalizm okazał się dużo mniej skuteczny dla ogromnej większości społeczeństwa. Najwyżej zarabiający otrzymują coraz większą część ogólnych dochodów. Coraz więcej jest też gospodarstw domowych jednoosobowych (tzw. single).
Bogaci Amerykanie biorą odsetki od bilionowych depozytów, obligacji i pożyczek hipotecznych. Jednakże łączne oszczędności Amerykanów są bardzo małe, więc zadłużenie Stanów Zjednoczonych rośnie i wynosi tyle, ile kilkuletni wzrost gospodarczy całego kraju. Amerykańska elita dobrze przyjmuje obcych inwestorów, sama inwestuje za granicą, korzystając z wyższych stop procentowych, dywidend lub bezpośrednich zysków i głęboko wierząc w konieczność eliminowania wszelkich przeszkód dla wolnego rynku (globalizacja). Przekonując inne państwa, że celem ich istnienia jest tylko prowadzenie gospodarki, amerykański Turbokapitalizm ruszył na podbój świata. Dotarł do Wielkiej Brytanii (Margaret Thatcher uważała go za swój wynalazek), Niemiec, Grecji, rozwijających się krajów Azji, państw latynoamerykańskich, wschodniej Europy aż po Moskwę.
Tylko we Francji i Japonii próbuje się bronić starych metod, aby moc zapewnić miejsca pracy, odpowiednie pensje.
Od Wielkiej Brytanii po Argentynę, od Skandynawii po Nową Zelandię przybywa nowych multimilionerów, ale i nowej wielkiej biedy. Są to bezrobotni lub ci, którzy pracują w niepełnym wymiarze godzin, ci bez wykształcenia, którzy kiedyś mieli pewne posady, hojnie wynagradzani przez państwo, teraz są zatrudnieni przez prywatnego właściciela za mniejsze pensje i bez jakichkolwiek przywilejów. Stany Zjednoczony opanowały cały świat od młodzieżowej mody do polityki na wysokim szczeblu23.
Jednakże tradycjonaliści w Europie i Azji mają za złe amerykanizację swoich krajów i swoich dzieci. Najsilniejsze reakcje na Turbokapitalizm wywołuje niedoskonałe, a tym samym niebezpieczne ich naśladowanie, a nie ich bezkrytyczna akceptacja. Turbokapitalizm wpływa na wzrost ekonomiczny, a wszystkie jego siły napędowe: deregulacja, prywatyzacja i globalizacja przyspieszają rozwój sektora finansowego. Prywatyzacja przyniesie „kiedyś” zysk, ale sama nie daje nowych maszyn, budynków, technologii, siły roboczej. Wymaga jednak od razu wielu działań finansowych: trzeba dokonać sekurytyzacji aktywów prywatyzowanej firmy (akcje, obligacje), sprzedać je, wziąć i dawać kredyty bankowe, zdobyć pieniądze na sfinansowanie projektu. Deregulacja ma ułatwić wolną konkurencję, która zwiększy efektywność zużycia zasobów ludzkich i rzeczowych.
Przedsiębiorstwa „uwolnione” od wielu przepisów szybciej korzystają z usług finansowych. Niektóre formy globalizacji nie zwiększają produkcji, a tylko przenoszą produkcję z kraju do innego kraju. Wymagają więc obrotu walutami i związanego z nim obrotu kontraktami typu futures oraz swaps zabezpieczającymi przed ryzykiem kursowym.
Wraz z nadejściem Turbokapitalizmu rozpoczął się rozwój rożnego rodzaju giełd, banków, dużo szybszy niż obiektów potrzebnych typu sklepy, fabryki itp.24 Firmy, które nie emitowały nigdy akcji, zaczynają teraz to robić. Powstają domy maklerskie, giełdy papierów wartościowych, dilerzy walutowi itp. To wszystko wymusza chwalenie „dobrych przepisów” i instytucji przestrzegania prawa (inspektorzy, kontrolerzy, prokuratorzy, którzy mają egzekwować prawo, banków, klientów itp.). Turbokapitalizm małymi krokami wkroczył też do krajów postkomunistycznych, w których utrzymują się niektóre bariery inwestycyjne, importu oraz konkurencji, wyjątkiem są Czechy, Estonia, Łotwa, Polska i Węgry. W wyniku szybkiej transformacji Federacja Rosyjska od 1994 r. wprowadziła gospodarkę rynkową. Swobodny rozwój Turbokapitalizmu prowadzi do rozpadu społeczeństwa na małą grupę zwycięzców, wielu przegranych o zróżnicowanym stopniu zamożności, a także biedy i buntowników łamiących prawo. Zniszczeniu ulega poczucie społecznej wspólnoty, więzi rodzinnych, gdyż coraz bardziej zagrożeni ludzie przestają ją pielęgnować, chcąc nadążyć za wprowadzanym kapitalizmem. Jeśli pozwoli się, by Turbokapitalizm przekształcił wszystkie instytucje – szkoły, wydawnictwa, szpitale do „biegów długodystansowych” – w przedsiębiorstwa, które maksymalizują zysk, to ich ekonomiczna wydajność może poprawi się, ale istota ulegnie zniekształceniu, a w konsekwencji wypaczeniu.
Przeciwdziałanie tym zmianom prowadzi jednak do zubożenia, a nawet zaniku tych instytucji w społeczeństwie, które nie będą w stanie się utrzymać, gdyż zostaną pokonane przez gospodarkę. Społeczeństwo służy gospodarce, a nie gospodarka społeczeństwu – to naczelna zasada Turbokapitalizmu. Jeśli cały kapitał lokowany jest w jednostki, które przynoszą największy zysk, to nie zostanie nic na sfinansowanie instytucji, które zajmują się słabszymi jednostkami. Niestety wszyscy politycy ignorują oczywisty logiczny wniosek, że Turbokapitalizm przyspieszy rozbicie społeczeństwa na bohaterów z Doliny Krzemowej i padoł rozpaczy.
W porównaniu z niewolnictwem wymarłej gospodarki komunistycznej, bezdusznego socjalizmu biurokratycznego i groteskowym upadkiem gospodarki nacjonalistycznej Turbokapitalizm bezwzględnie przewyższa je pod względem materialnym, zaś moralnie na pewno nie jest gorszy mimo wszystkich swoich niszczących wpływów na społeczeństwo, rodzinę i kulturę. Jednakże zgoda na jego panowanie nad każdym aspektem życia, od sztuki do sportu wraz z całą gospodarką, nie może być szczytowym osiągnięciem ludzkości. Również Turbokapitalizm może kiedyś przeminąć.